Za co kocham pracę w Kronikach Akaszy
Dawno temu, zanim zaczęłam moją piękną przygodę i naukę w sferze Rozwoju Duchowego patrzyłam z ogromnym zachwytem na ludzi, którzy potrafili zczytywać z przestrzeni przeróżne informacje. Marzyłam o tym, aby też umieć docierać do informacji, które na co dzień są niewidoczne, a jednak osiągalne.

Kiedy usłyszałam o szkoleniu Wejścia do Kroniki Akaszy prowadzonym przez Gabrielle Orr, całym sercem poczułam, że muszę tam być. Kiedy coś odczuwasz całym sobą, kiedy wchodzisz do wysokowibracyjnych przestrzeni i czujesz się w nich jak ryba w wodzie, to znaczy, że ta metoda jest właśnie dla ciebie. Nigdy wcześniej nie doznałam takiej spójności, lekkości, szczęścia i spełnienia w żadnej pracy.

Po wielu latach pracy w przestrzeni Duchowej, umiem już „czytać” Pole Informacyjne, czuję drugą osobę, potrafię zlokalizować problem i przychodzące podpowiedzi. Wydawać by się mogło, po co zatem otwierać Kroniki Akaszy? Na początku każdej sesji robię mini wywiad: „z czym do mnie przychodzisz? Jaki jest twój największy problem?” Na tym etapie, z Pola przychodzi do mnie ogrom informacji, jednak staram się powstrzymywać i czekam na odpowiedzi z wyższych przestrzeni 😉 Po otwarciu Kronik Akaszy informacje staję się klarowne i mocno uzdrawiające.

Ciekawostką jest to, że często odczyt zaczyna się jakby nie na temat. Ktoś pyta o związek, o pracę a ja opowiadam o dzieciństwie, o rodzicach…. Niekiedy uzdrawianie przychodzi od pierwszych zdań, innym razem dopiero na sam koniec sesji, ale przychodzi zawsze. Moim największym darem jest współodczuwanie – już przed sesją czuję w ciele blokady i rany klienta. Podczas spotkania (nie istotne dla mnie czy online czy na żywo), pracuję dotąd, dopóki nie poczuję ulgi w ciele, bo jest to oznaką, że u klienta również puściło. Nie ma w mojej pracy żadnych schematów, otwieram Kroniki i poddaję się prowadzeniu. Niekiedy słyszę od klientów: „aleś ty mądra” – nie, to nie ja podaję takie mądre rozwiązania, to Twoi Opiekunowie, Przewodnicy Duchowi.
Jakich klientów spotykam na swojej zawodowej ścieżce? Bardzo różnych 😉
Najczęściej zgłaszają się do mnie osoby ufne, mocno współpracujące i wówczas wspólnie robimy bardzo dobrą robotę. Często wylewa się morze łez, oddech staje się głębszy i spokojniejszy, przychodzi zrozumienie, uwolnienie, wybaczenie, czyli wszystko, czego potrzebujemy do uzdrowienia traum, bólu, lęków i wszelkich zmartwień.
Zdarza się, że ktoś siedzi po drugiej stronie ekranu i wpatruje się we mnie z ciekawością, niedowierzaniem, z oczekiwaniem, to też jest normalne. Wówczas mówię „proszę puść oczekiwania, bo nie mogę ruszyć, pozwól na to żeby płynęło, to od Ciebie zależy ile odpowiedzi przeze mnie przejdzie.

Dlaczego do jednych przychodzi bardzo dużo informacji a dla innych mniej?
Każdy otrzymuje tyle informacji, ile jest w stanie przyjąć na dany moment. Pamiętam sesję, podczas której wydawało mi się, że tak mało informacji przyszło, a dziewczyna po drugiej stronie ekranu cały czas „chlipała”. Na koniec spotkania otarła łzy i powiedziała, że to było niesamowite, że nigdy wcześniej nie czuła w sobie takiej ulgi i spokoju, była bardzo wzruszona i szczęśliwa. Wtedy zrozumiałam, że każdy ma swój limit i od niego zależy jak przyjmie informacje, które ja przekazuję. Nie za każdym razem muszą być ogromne fajerwerki i efekty specjalne, należy docenić i z pokorą przyjąć to, co przyszło.
Pamiętam sesję, na której to ja przez dwie godziny beczałam jak bóbr, a młoda, bardzo doświadczona przez życie dziewczyna siedziała nieruchomo… Na początku nie rozumiałam swojego zachowania, później do mnie dotarło, że to dziecko naprzeciwko nie ma już czym płakać, już wszystkie swoje łży wylała, zatem ja płakałam za nią 😉 Jesteśmy w przyjaźni do dziś
Czy ta metoda jest dobra dla Ciebie? To Ty musisz poczuć prawdę w swoim sercu, jeśli zarezonuje, to jak najbardziej tak. Ze mną jest spójna w 100% W przestrzeni Kronik Akaszy czuję się jak w Domu, czuję się jakbym stamtąd przyszła właśnie po to, aby w ten sposób na Ziemi pomagać ludziom. W Kronikach Akaszy czuję prawdę, miłość, zrozumienie.
Każdy ma swój własny, unikatowy dar, moim darem i największą pasją jest moja praca.
Zapraszam serdecznie
~ Barbara Falbierska

 

Jak działa intencja i w jaki sposób prosić o pomoc siły wyższe
Historia o której piszę jest prawdziwa, przytrafiła mi się 2 tygodnie temu.
Jest piękna, słoneczna, jesienna niedziela, tuż po zmianie czasu z letniego na zimowy. Ja z moim partnerem (nazwijmy go skrótowo M.) jedziemy w Tatry. Mój zachwyt z tego powodu jest ogromny, ponieważ po ostatniej wyprawie w Tatrach, gdzie moje kolanka za mną nie nadążyły i wręcz płakały, M. zabierał mnie na wyprawy tylko w Beskidy. Nie żebym miała coś do pięknych Beskidów, no ale Tatrami one nie są 😉
W kwestii wspólnych wypraw, oddaję pałeczkę dowodzenia M., zawsze ufam, że będzie pięknie, bezpiecznie i na miarę naszych sił. Tak też było i tym razem, przedstawił mi plan – krótka trasa z Brzezin na Czarny Staw Gąsienicowy i z powrotem (choć lubimy wracać inną drogą, jeśli jest to możliwe).
W miarę szybko dotarliśmy nad Czarny Staw Gąsienicowy, odpoczęliśmy, zrobiliśmy serię spektakularnych zdjęć 😉 i powrót. I tu mała niespodzianka, M. zdziwiony moją dobrą kondycją kolan, zapytał „a może byśmy skręcili w bok na Gęsią Szyję?”. Sprawdziliśmy trasę i po krótkim namyśle kroczyliśmy już pięknym szlakiem, który miał nas doprowadzić do kolejnego, uroczego miejsca w Tatrach. Droga dłużyła się niesamowicie, ale nie żałowałam, bo piękne lasy porośnięte soczystym mchem, plus strumyki i zachodzące słońce wprawiały mnie w nieustanny zachwyt. No właśnie, zachodzące słońce 😛 M. próbował co jakiś czas przyspieszać, na co ja reagowałam „dojdę, ale w swoim tempie” 😉
Dotarliśmy na Gęsią Szyję w pięknym momencie, gdy słoneczko chowało się za góry. Znowu sweet focie, zachwyt otaczającymi nas szczytami i widokami, a potem się zaczęło….. robić ciemno 😃
Wraz z zachodem słońca zrobiły się schody i to dosłownie, ponieważ z tego szczytu zejście było stopniowane, a takie zejście najbardziej obciąża kolana…. Powiedziałam tylko tyle – dotrę, ale w swoim tempie 😉 Potem była Rusinowa Polana, gdzie sobie leżeliśmy patrząc w rozgwieżdżone niebo, a tatry coraz bardziej znikały w czarnej otchłani, na której pięknie błyszczał złoty rogal Księżyca w Nowiu.
Następnie dotarło do nas, że nie przygotowaliśmy się (co do nas nie podobne), na powrót w ciemnościach – latarki brak, a baterie w telefonach minimalne.
Nagle pomyślałam – poproszę o pomoc moich Opiekunów 🙂
I tak na pierwszy rzut poprosiłam o bardzo przyziemną rzecz, abym mogła świecić latarką w telefonie i żeby bateria się nie wyczerpała. Nie do wiary, ale bateria dosłownie stała w miejscu! Świeciłam całą drogę, co znacznie ułatwiło naszą wędrówkę.
Kolejny etap – szosa. Wyszliśmy ze szlaku! Chwilowa tylko euforia, bo do naszego auta ok. 5 km 😃 Mieliśmy ochotę zatrzymać coś na stopa, ale samochody pędziły jeden za drugim a pobocza nie było. Zatem idziemy dalej, a ja nadal świecę, abyśmy byli widoczni.
Po jakimś czasie, przyszła pora na kolejną rozmowę z moimi Opiekunami, pytam ich „co zrobić, aby „zdobyć” jakąś podwózkę, odpowiedź: „na razie idź”. Idziemy i nagle słyszę „STOP! Jak przejadą te samochody, to przejdź na drugą stronę i jak pojedzie następny pojazd to machaj światłem”. Zrobiliśmy dokładnie tak, jak w podpowiedzi: przejechała pędząca kolumna aut, przeszliśmy na drugą stronę, ciemno, za chwile pojawiły się światła, ja macham latarką z telefonu i co???? Zatrzymuje się na środku drogi!!! Patrzymy z niedowierzaniem a tu BUS otwiera nam drzwi!!! Mało tego, są dwa wolne miejsca 😃 Byliśmy tak zdziwieni, że chyba aż śmieszni. Pomimo, że na co dzień doświadczam obecności i pomocy z Wszechświata, to ta sytuacja mnie zamurowała 💜
Dotarliśmy szczęśliwie do samochodu, telefony nadal działały, kolanka dały radę a wrażenia z wyprawy były skrajnie piękne. Doświadczyliśmy światła i cienia, z tym, że w tym cieniu też było pięknie. Widzieliśmy piękne krajobrazy i cudowne konstelacje gwiazd na bezchmurnym niebie, a na koniec Taxi od Wszechświata 😇😊 🌙🌟⭐️💫✨🪐
Plan duszy i mój sen
W moim śnie, zobaczyłam siebie siedzącą po „turecku”, a naprzeciwko siedziała moja córka (bardzo uduchowiona istota). Wszystko wokół nas było szare a my siedziałyśmy w świetle, w blasku, w szczęściu, spokoju, miłości i radości. Czułyśmy się fantastycznie uśmiechając się, to my tworzyłyśmy tą CUDowną energię.
Koło nas przechodziło mnóstwo ludzi…szarych ludzi, wszyscy wyglądali tak samo szaro, ale jedni przechodzili w pośpiechu, inni powoli. Ci, którzy kroczyli wolniej zerkali na nas, ale bali się podejść, ci którzy przemieszczali się szybko nawet nas nie zauważali.
Była jeszcze trzecia grupa ludzi, która nas obserwowała – niektórzy tylko patrzyli, inni siadali obok nas, aby posiedzieć w „naszym” świetle. Chwilkę siedzieli, a potem szli dalej, ale już nie byli szarzy, nieśli to światełko ze sobą dalej.
Nagle podbiegła jakaś dziewczyna i woła: Basia, chodź szybko! Tam w telewizji jakiś chłopak opowiada o tobie, mówi, że pomogłaś mu wyzdrowieć! Uśmiechnęłam się na te słowa i pomyślałam, że jeszcze kilka miesięcy temu zostawiłabym to wszystko i pobiegłabym przed tv rozkoszując się tą małą sławą 🙂 Chcecie wiedzieć co zrobiłam teraz? Zostałam w tym świetle i z uśmiechem powiedziałam „ooo, fajnie ☺️
Obudziłam się i zapytałam „JAKI JEST PRZEKAZ TEGO SNU?” Usłyszałam: „Nadchodzi zupełnie inna epoka niż dotychczas, już nie trzeba uzdrawiać dotykiem, energią, UZDRAWIAJ SŁOWEM, KTÓRE NIESIE MIŁOŚĆ”
Z wrażenia już nie zasnęłam tej nocy a po kilku godzinach brałam udział w warsztatach Roberta Schwartza „Plan Twojej Duszy”, gdzie otrzymałam potwierdzenie, że jestem na dobrej drodze, że moim celem na to wcielenie jest uzdrawianie słowem i budzenie światła w ludziach, którzy są na to gotowi. Dokładnie to robię podczas moich sesji -> ODKRYWAM W LUDZIACH ICH POTENCJAŁ, ICH ŚWIATŁO… ODCHODZĄ Z TYM MAŁYM LUB WIELKIM ŚWIATŁEM I Z DNIA NA DZIEŃ ŚWIECĄ CORAZ MOCNIEJ, JAŚNIEJ. Wspólnie uzdrawiamy i uwalniamy rany z dzieciństwa lub z poprzednich wcieleń a teraz proponuję kolejną metodę: PLAN TWOJEJ DUSZY lub jak kto woli PLAN PRZEDURODZENIOWY -> ZAPRASZAM 💜
Często otrzymuję pytania, w jaki sposób prowadzę odczyty Kronik Akaszy.
Jak już wspominałam, jestem uczennicą #gabrielleorr i trzymam się schematu jej nauk, dodając do całości swoje doświadczenia. Najczęściej osoby proszące o odczyt mają przygotowane pytania – i dobrze, bo zanim zaczniemy, już Opiekunowie otrzymują informację z czym będziemy pracować.
Otwierając Kroniki Akaszy nie muszę mieć planu, wystarczy Twoja intencja a ja poddaję się prowadzeniu Mistrzów i Opiekunów. Trzymam się jedynie ram, aby w odpowiedni sposób zadać pytania, dotrzeć do źródła problemu i pomóc je uwolnić, uzdrowić. Przykładowy schemat poniżej.
Odnalezienie osobistej mocy ~ Gabrielle Orr
Według mnie co zgodne jest z moimi doświadczeniami, istnieją trzy podstawowe kroki na drodze do odnalezienia osobistej mocy:
Krok 1
Prawdziwa moc uwalnia się wówczas, kiedy zrozumiesz źródło swoich problemów, wyzwań i wzorców zachowań. Bardzo często problem, z którym się zmagasz, stanowi jedynie powłokę Twoich rzeczywistych emocjonalnych powikłań.
Krok 2
Musisz uświadomić sobie, jakie jest faktyczne pochodzenie Twoich problemów, wyzwań i wzorców zachowań. Można je odnaleźć w wielu obszarach życia, np w minionych wcieleniach, doświadczeniach wczesnego dzieciństwa, więziach duchownych lub połączeniach energetycznych – to tylko kilka z nich.
Krok 3
Potrzebujesz informacji, instrukcji i rad jak przezwyciężyć własne ograniczenia i przejść na poziom, którego naprawdę pragniesz doświadczać. Nazywam to listą spraw do wykonania.

Pozwól sobie wyjść ze skorupy

Każdy z nas ma jakiegoś rodzaju skorupę – niekiedy jest to ochronny pancerz, innym razem blokada przed czymś lepszym a innym razem sprytna kryjówka, w której czujemy się bezpiecznie. Ta skorupa nie jest przypadkowa, jest naturalną ochroną na ten moment, w którym właśnie jest potrzebna.

Jednak nie jest sztuką zasłaniać się całe życie tą skorupą, sztuką jest, aby we właściwym czasie z niej wyjść i żyć pełnią życia, doświadczać i wzrastać, dojrzewać…

Niekiedy samoistnie skorupa pęka i wychodzimy na wolność, innym razem wystarczy delikatny wiaterek a niekiedy szalejąca wichura. Bywa też, że nic nie pomaga i pomimo szczeliny, przez którą widzimy lepszy świat nie umiemy wyjść na wolność. Wówczas, potrzebujemy pomocy, wsparcia, podpowiedzi, wskazówki albo wypróbowanej metody, która w delikatny sposób wyciągnie nas z tej skorupy.

Zastanów się, na którym etapie jesteś? Czy Twoja skorupa już odpadła? Może powoli pęka? Może widzisz już jasne światło, ale nie wiesz jak do niego dotrzeć? A może boisz się wyskoczyć z bezpiecznej skorupki? Bo tutaj jest niefajnie, ale stabilnie?

Nie pozwól, aby ta skorupa przyschła do Ciebie na zawsze, poszukaj pomocy jeśli potrzebujesz wsparcia w tej wędrów

                                                                                                                                                                                                                                                              O Duchowości i miłości w małżeństwie/partnerstwie
Częstym tematem odczytów z Kronik Akaszy jest miłość, partnerstwo, małżeństwo, kontra rozwój duchowy.
Bardzo dużo osób przebudza się, odkrywa prawdę, nowe możliwości, pracuje nad swoimi traumami/ranami z przeszłych wcieleń czy dzieciństwa. To wszystko oczywiście jest piękne i właściwe. Problem zaczyna się w momencie, gdy druga połówka stoi w miejscu albo, co jeszcze gorsze nie akceptuje zmiany i zachowania ukochanej osoby.
Z doświadczenia wiem, że każdy wówczas zaczyna ciągnąć wózek w swoją stronę. Anty duchowy używa wszelkich metod, aby zatrzymać „szaleństwo” swojego wybranka a duchowy za wszelką cenę próbuje udowodnić, że życie to nie tylko praca, tv, schematy, kody itp., że istnieje coś więcej, że istnieje kontakt z własną Duszą, nadświadomość….
Bardzo często w takiej batalii partnerzy/małżonkowie zaczynają się od siebie oddalać, jednocześnie szukając gdzie indziej pokrewnej duszy. Oczywistym jest, że każdy z nas wolałby mieć przy boku osobę, która myśli, czuje i mówi jak JA. Tylko czy na dłuższą metę faktycznie byłoby takiej parze tak pięknie i sielsko? Życie na Ziemi to niekończący się dualizm. Wybieramy wcielenie tutaj właśnie dlatego, aby doświadczyć wszystkich możliwych emocji. Potrzebujemy zatem kogoś, kto pokazuje nam to, co jeszcze mamy do przepracowania i najpierw są to nasi rodzice a później partner/mąż (partnerka/żona). Oczywiście to nie znaczy, że mamy się zgadzać na niemiłość, nieszacunek itp., wręcz przeciwnie – powinniśmy zacząć pracować nad sobą – poznawać i uzdrawiać swoje traumy.
Ucieczka od osoby, która pokazuje nam nasze rany niczego nie zmieni. W takim momencie powinniśmy zacząć uzdrawiać siebie i swoje pole informacyjne, które mówi wszem i wobec „jestem chłopcem/dziewczynką do bicia” (wyrażenie oczywiście w cudzysłowie).
W momencie rekonwalescencji naszej duszy, stajemy się silniejsi, niezależni, pewni siebie. Taka osoba nie krzyczy już – możesz mnie ranić! Mówi – kocham siebie, kocham ciebie, kochaj mnie.
Zatem nie musimy bić się z myślami czy zostać z partnerem czy odejść, sytuacja sama się rozwiązuje – zazwyczaj zaczynamy na nowo wzajemnie szanować się i kochać. Bywa oczywiście, że tej miłości nigdy w tym związku nie było, wówczas sprawa jest oczywista.
Nie powinniśmy się skupiać na tym, żeby kogoś zmieniać, tracimy wówczas energię, którą powinniśmy zainwestować w siebie. I niby dlaczego ktoś ma się zmienić dla nas? Bo my tak chcemy? Przecież każdy z nas ma wolną wolę, ma plan przedurodzeniowy duszy, nie możemy nikomu zabronić żyć po swojemu tylko dlatego, że nam się to nie podoba.
Zazwyczaj polecam w takim związku kompromis, aby szanować siebie nawzajem – ja szanuję Twoje stanie w miejscu a Ty uszanuj proszę mój rozwój, moje nowe postrzeganie świata.
W przypadku, gdy faktycznie idziemy w dobrym kierunku, to prawda sama się obroni i po jakimś czasie logicznie myślący obserwator zobaczy nas w innym, lepszym niż dotychczas świetle.
~ Jeżeli potrzebujesz pomocy w rozwoju osobistym, zrozumieniu partnera/partnerki lub przepracowaniu własnych traum, blokad to zapraszam na sesje z Kronikami Akaszy
~Barbara Falbierska

 

Po co nam emocje?

Czemu się przed nimi bronimy? Dlaczego wmawia się nam, że tylko pozytywne emocje mamy wyrażać, przyjmować?
Emocje, to rodzaj ekspresji, czyli wyrażanie tego, co obecnie czujemy.
Czy musimy obnażać swoje uczucia i poprzez emocje pokazywać je światu? Oczywiście że tak. I tutaj przy okazji nasuwa się odpowiedź na pytanie „skąd się biorą choroby” – ano stąd, że blokujemy, nie wyrażamy, nie przeżywamy w odpowiedni sposób emocji. Tak już jest ten świat skonstruowany, że każdy z nas ma lepsze i gorsze chwile w swoim życiu. Aby je odpowiednio przeżyć, mamy do dyspozycji cały pakiet emocji – smutek, rozpacz, żal, złość, gniew, płacz, radość, śmiech, zadowolenie, satysfakcja….. Czyż nie jest to fantastyczny pakiet? Każda z emocji, wykorzystana w odpowiednim czasie ma swoje zastosowanie, aby uleczyć nas z danego przeżycia.
Nie bójmy się swoich emocji, nie jesteśmy nimi, są jak pogoda – przychodzą i odchodzą. Po każdej burzy wychodzi słońce

#emocje #radość #szczęście #terapie #jestesCUDem

Dlaczego częściej chorujemy jesienią, zimą, wczesną wiosną?

Schematy jakie znamy mówią, że w okresie jesienno – zimowym łatwiej o różnego rodzaju infekcje, bo: zimno, mokro, wieje, ludzie kichają i się zarażają. Ok., ale do tego dochodzą inne dolegliwości np.: bóle kręgosłupa, mięśniowe, urazy różnego pochodzenia i.t.d. Kto lub co za tym wszystkim stoi??? Jak mówi Totalna Biologia, choroby są skutkiem stresu, a w okresie gdy na zewnątrz zimno, szaro, mało słońca, złe samopoczucie przychodzi do nas niezwykle łatwo. Mało tego, więcej godzin siedzimy wówczas w zamkniętych pomieszczeniach: praca, środki komunikacji, sklepy a na koniec w domu zazwyczaj w towarzystwie kogoś, kto czuje się podobnie. „Dusimy” się więc w tej stłoczonej przestrzeni pełnej konfliktów. Wówczas organizm daje nam znać, że brak mu tchu i kaszle i kicha, ale oczywiście jesteśmy lojalni i nie chcemy nikogo urazić. Nie mówimy zatem, że dziwnie się tu czujemy, a słowa grzęzną nam w gardle aż robi się czerwone i boli…. Po jakimś czasie nie mamy już siły brania tego wszystkiego na swoje barki, więc zaczynają nas boleć. Kolejny raz musimy zginać kark przed szefem, więc i kark nie wytrzymuje tego napięcia i też boli.
To tylko kilka przykładów, ale tak właśnie działa mechanizm naszego ciała – co w głowie to i w duszy i w ciele. Jak poprawić sobie samopoczucie w tym zimowym okresie, żeby poczuć się lepiej i cieszyć się zdrowiem? O tym znajdziesz poniżej 😉

#TetapieNaturalne #terapia #TotalnaBiologia #psychobiologia #conakatar

 

Jak radzić sobie z jesienną chandrą

W nawiązaniu do wczorajszego wpisu” dlaczego częściej chorujemy jesienią, zimą, wczesną wiosną”, podpowiemy dzisiaj, jak sobie skutecznie poprawiać nastrój. Jak już wiadomo, dobre samopoczucie jest kluczem do dobrego zdrowia, do szczęścia i wszelkiej pomyślności. Możemy ten stan określić jako wysoko wibrujący lub jak kto woli w euforii albo skromnie mówiąc radosny. Co zatem zrobić żeby się wyciszyć i cieszyć życiem? Przede wszystkim stwórz sobie przytulny kącik, w którym poczujesz się jak kot na ciepłym zapiecku. Zrób to, co lubisz robić, co sprawia Ci przyjemność: posłuchaj ulubionej muzyki o pozytywnym brzmieniu, wypij pyszną herbatę z zapachem cynamonu czy innych ulubionych dodatków, zapal świeczuszkę (najlepiej z ekologiczną z wosku sojowego, można kupić tutaj> Made at Home – tworzymy z pasją) bo płomień przypomina kolor słońca, poczytaj coś pozytywnego…itp. Rób wszystko to, co sprawi, że poczujesz w sercu radość. Jednym słowem mówiąc zaproś do swojego domu dobry nastrój. Wyłącz chociaż na chwilę media, zostaw ten czas tylko dla siebie…

#chandra #DobreSamopoczucie #DobryNastrój #pozytywnie #radość #szczęście #zdrowie #terapia #JakSobieRadzić #ecoswieca #świeczkizwoskusojowego #madeathometworzymyzpasja

 

Choroby przewlekłe

Poprzednie wpisy dotyczyły niewielkich schorzeń, które przebywa każdy z nas bez względu na wiek. Niestety spora część ludzi choruje na dużo poważniejsze choroby, często przewlekłe. Czy zastanowiło Cię kiedyś dlaczego ktoś przyjmuje leki na serce, na tarczycę, na SM i.t.d? Gdzie tkwi przyczyna tych zachorowań? Oczywiście nowoczesna medycyna ma wiele wspaniałych leków wspomagających, ale może warto sięgnąć do źródła problemu? Poznałam kiedyś staruszkę, miała bardzo słabe serce. W szpitalu wykonywano jej szereg specjalistycznych badań, podawano leki, ale nikt nie zapytał „co wydarzyło się zanim pani zachorowała?” A pani straciła córkę, jedyne dziecko jakie miała, a potem umarł mąż i została sama z tym ogromnym cierpieniem w sercu. Nikt prócz niej nie zaglądał do tego cierpienia, była z tym sama. Rozumiecie dlaczego boli serce? Zawsze ma jakiś powód i trzeba do niego dotrzeć, zrozumieć, otulić go i puścić. Wypuszczony lub jak kto woli przepracowany problem boli coraz mniej, i mniej, aż do całkowitego wyleczenia. Na tym właśnie polegają nasze terapie, aby dotrzeć do źródła problemu i go uzdrowić. Często pierwsza wizyta bywa trudna, bo niektórzy swój ból ukryli skrzętnie, nie dopuszczając tam nikogo. I wydaje się że wszystko jest ok, że nie ma żadnego problemu, aż nagle wybucha bomba w organizmie i człowiek popada w ciężką chorobę. Nie bójmy się swoich emocji, trzeba uwolnić to co boli, ażeby w to miejsce wróciła harmonia. Terapia często wygląda jak obieranie cebuli: trzeba ściągnąć zaschniętą warstwę, potem poleją się łzy a sedno znajdziemy w samym środku….

#terapie #jestescudemCUD #uleczyćserce #uwolnićemocje

Tnę się

Pewna kobieta opowiedziała mi o nastolatce, której rodzice zabrali telefon a ta z rozpaczy usiłowała popełnić samobójstwo… Pewnie ktoś skomentuje – rozpuszczony bachor chciał postawić na swoim i przestraszyć rodziców. A co w przypadku, gdyby ta biedna dziewczyna faktycznie nie widziała innego rozwiązania swojej sytuacji? Przecież rodzice nie dali jej nic w zamian! Odebrano jej rzecz, którą kilka lat temu właśnie od nich dostała! Przecież nikt nigdy nie kontrolował, nie zabraniał, nie wymagał, nie pytał… Miała swój telefon a w nim cały świat…wirtualny świat…bez mamy, bez taty, bo ci byli zajęci zarabianiem pieniędzy…dla niej!??? Gdy była maleńka, nie rozumiała dlaczego całymi dniami musi przebywać w przedszkolu. Na chwilkę było tam nawet fajnie, ale po dłuższej chwili nie była już sobą, tylko rozkrzyczaną grupą. W domu też nie rozumiała o co chodzi – mama nie miała dla niej czasu, tata długo pracował, mieli tak dużo obowiązków…. Dziewczynka czuła się samotna do czasu, aż dostała swój pierwszy ekranik. I tak zaczęło się właśnie uzależnienie od czegoś, co istniało tylko na tym ekranie. Już nikt nie musiał poświęcać jej swojego czasu, nikt też nie zauważył, że jest coraz mniej obecna, nikt nie zauważył, że tak naprawdę jest bardzo samotna….aż do tego feralnego dnia….

#nastolatki #uzależnienia #terapie #ZaburzeniaPsychiczneuDzieci #SamotneDzieci #depresja #tnesie

 

„Życzenia”

Życzenia wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności…, to fantastyczny zwyczaj, który znamy od zawsze. Nauczyliśmy się składać życzenia i robimy to szczerze, ale jaką uwagę przywiązujemy do życzeń otrzymywanych? Czy faktycznie z radością wierzymy że się spełnią? Jedno jest pewne, Wszechświat spełnia wszystkie życzenia, te wypowiedziane a nawet tylko pomyślane. Dlatego musimy bardzo uważać, żeby myśleć, mówić i marzyć pozytywnie
Mam koleżankę, która bardzo lubi mówić: „a ja to się boję…” Niestety jej straszne myśli/słowa zawsze się spełniały i teraz gdy tylko słyszę: „a ja to się…” od razu wołam STOP! Ani słowa więcej.
Pilnujmy swoich myśli, bądźmy pozytywni, kreujmy piękny świat ??✨?
#wszechswiat #kreacjazserca #zyczenia #pieknyswiat #pozytywnie

 

Dlaczego dzieci chorują?

Pisałyśmy już o chorobach dorosłych, o tym że nieprzeżyte lub źle przeżyte emocje, stres, niewypowiedziane słowa powodują choroby. No tak, wiadomo że każdy dorosły ma swoją dawkę stresu, ale dlaczego chorują dzieci? Otóż człowiek od urodzenia ma wysoką rozwiniętą intuicję. Maleńka istotka zawsze wyczuwa napiętą atmosferę w domu i konflikty domowników. Poza tym dzieci mają swoje małe dramaty a najwięcej przeżyć mają te, które muszą się gdzieś podziać, gdy rodzice pracują zawodowo. Każdy wie, że dzieci bardzo przeżywają rozstanie z domownikami, do tego dochodzą różnego rodzaju przeżycia w placówkach opiekuńczych, bo przecież tam życie toczy się na zupełnie innych zasadach niż w domu. Na dodatek dziecko wrażliwe i wychowane w myśl „bądź grzeczny, daj mu tą zabawkę…” nie dość że przeżywa swoje smuteczki, to jeszcze uczy się udawać że wszystko w porządku. Jak mówi pewne przysłowie „nie boli cię gardło a niewypowiedziane słowa” tyczy się również dzieci.
Rozmawiajmy z dziećmi o ich smuteczkach, pomóżmy im rozwiązać problemy, niech nie zostają w tym wszystkim same. Nie nakręcajmy sytuacji rozmawiając i użalając się nad chorobą dziecka – ono słyszy i programuje „jestem chory/chora” a to najgorszy program jaki możemy wgrać naszym dzieciom. Rodzice/opiekunowie mają ogromną rolę nie tylko w wychowaniu ale także w rozwoju psychicznym czyli zdrowotnym dziecka.
Dziecko przebywające ze szczęśliwymi domownikami również jest szczęśliwe, uśmiechnięte i zdrowe. Uczmy dzieci kreatywnych zabawi miłego spędzania czasu – bez strachu i narzekań. Wychodźmy z dziećmi na spacer nawet w niesprzyjających warunkach atmosferycznych – niech się odstresuje i zahartuje. Pokażmy mu uroki każdej pogody. Miejmy czas dla naszych pociech, bo to nasz największy SKARB. ❤️?????☀️?❄️⛄️?‍♀️?‍♂️❤️
#zdrowedziecko #conakatar #najwiekszyskarb #dzieci #DlaczegoDzieciChoruja

 

Kim są nasi Aniołowie, Opiekunowie?
Zapewne nie raz zastanawiałaś/eś się jak to jest z tymi Aniołami, czy naprawdę istnieją? czy mnie chronią? A jeżeli tak, to jak to działa? O co w tym wszystkim chodzi? Teorii na ten temat jest wiele, my przedstawimy naszą ? Otóż każdy z nas rodzi się jako czysta, dobra duszyczka, na to kim będziemy wpływa wiele czynników. Wiodącym podłożem jest nasze zadanie jakie mamy przepracować w tym wcieleniu. Życie ludzi to taka trochę sinusoida -> raz lepiej, raz gorzej, różne doświadczenia musimy przeżyć, aby się nauczyć i wzbogacić naszą duszę. Niekiedy bywa bardzo ciężko, nie widzimy dobrego rozwiązania, ani znikąd wsparcia… I właśnie wtedy można skorzystać z pomocy naszych Opiekunów. Każdy z nas „z urzędu” w chwili narodzin dostaje swoją armię Aniołów lub jak kto woli Opiekunów, nazwa nie ma tu znaczenia, oni z nami są i nas chronią, ale uwaga! Nie mogą zrobić nic wbrew naszej woli. I tak np. jeśli ciągle wmawiamy sobie złe rzeczy, to takie się dzieją, prosząc i wierząc w dobro, dobro otrzymujemy. Opiekunowie szanują naszą wolną wolę i spełniają nasze życzenia, więc musimy ostrożnie je wypowiadać. Ktoś powie – jakoś nie czuję pomocy opiekunów, ja zapytam – a prosiłeś?
Możesz prosić o wszystko, co jest najlepsze dla Twojego najwyższego dobra. Nie zapomnij potem podziękować ?
Czy zdarzyło się kiedykolwiek, że ktoś Cie ostrzegł i usłyszałeś w głowie np. „teraz nie wyprzedzaj” i faktycznie nagle z naprzeciwka pędził samochód… Albo „skręć w prawo” i to była ta właściwa ścieżka?
To są właśnie podpowiedzi Opiekunów, bądźmy uważni, a życie będzie łatwiejsze. Przypomnij sobie, zapewne nie raz doznałaś/eś w swoim życiu pomocy Anioła/Opiekuna, podziel się z nami swoimi wrażeniami, wspomnieniami ?
#opiekunowie #aniołstró #aniolowie #angel #opieka  #akashicrecords

 

Obserwując życie

Czy wiecie co jest największą zmorą XXI wieku? Wiecie na pewno, ta nazwa powtarza się non stop do tego stopnia, że w zasadzie straciła już chyba na swojej wartości. Czy wiecie o tym, że ogrom nastoletnich dzieci mówi o sobie „mam depresję”? Pisząc to, łzy cisną mi się do oczu. Piękne istoty, które jeszcze nie poczuły smaku dojrzałości a co dopiero długiego życia wydały sobie diagnozę „mam depresję” 🙁

Co się stało kochane dziecko, że tak o sobie myślisz? Że tak się czujesz? Jak Ci pomóc?
Wiadomo, że w większości przypadków powyższe określenie stosowane jest na wyrost przy złym samopoczuciu, smutku, samotności, ale niestety faktem jest, że szpitale psychiatryczne dla dzieci i młodzieży pękają w szwach! Przyjmują tylko pilne przypadki! Co się z nami dzieje? Dlaczego nie widzimy wcześniej problemu? Te dzieci nie mogą być same w swoim smutku, który z czasem przeradza się w depresję.
Obejrzyjcie ręce młodego pokolenia, ja płaczę nad każda blizną po cięciu 🙁

Zapytałam kiedyś jednej dziewczyny – dlaczego pocięłaś sobie rękę? Bo jak boli mnie ciało, to wtedy mniej boli dusza 🙁 Rozumiecie? Pomóżmy im, proszę….

#jestescudem #terapianaturalna #naturaltherapy #depresja #żyjpozytywnie

 

Jak być przy osobach, które zachorowały?

Wszyscy wiemy, że w każdej chorobie najważniejsze jest wsparcie i pozytywne myślenie. Niestety niekiedy mamy do czynienie z osobami, które zachorowały na ciężką, czy nawet śmiertelną chorobę.
Zawsze w takich chwilach bijemy się z pytaniem „co ja mu powiem? jak mu to wytłumaczyć? co mam robić? jak się zachować? ” Tak, to ogromnie delikatna sprawa, przecież chcemy z całego serca pomóc tej osobie i „podnieść ją na duchu”. W takich chwilach trudno o właściwe słowa, o takie, które pomogą a nie zaszkodzą, nie rozzłoszczą chorą osobę. Przykładowo leży ojciec w ostatnim stadium raka a my chcąc go pocieszyć mówimy „będzie dobrze, nic się nie martw, wyjdziesz z tego…” hmmm my przecież nie mamy pewności czy wyjdzie z tego, więc dlaczego go okłamujemy? Albo jeszcze gorzej „musisz z tego wyjść, walcz, nie daj się” Kochani, takie słowa zamiast pocieszać w takiej sytuacji osłabiają jeszcze bardziej.
Pamiętam kobietę w hospicjum. Pomimo jej ogromnej walki o życie, pomimo całego wysiłku sztabu lekarzy i innych osób wspomagających nie było dla niej ratunku, po prostu jej dusza zaplanowała dla niej inny scenariusz. Przykuta do łóżka płakała nad swoim losem. Dla rodziny to był ogromny cios, robili wszystko żeby wyzdrowiała. Po jakimś czasie wszyscy zrozumieli, że nie da się walczyć z wiatrakami, że trzeba przyjąć to, co los przyniesie. Postanowili otulić ją miłością i czułością. Każdego dnia ktoś z rodziny, przyjaciół odwiedzał chorą, spełniali jej wszystkie zachcianki, nagrywali filmy, zdjęcia w domu, żeby ze wszystkim była na bieżąco. Wbrew przepisom ośrodka zrobili jej mini ogródek z kwitnącymi kwiatkami na stoliku przy łóżku, żeby sama mogła te kwiatki podlewać i nimi się cieszyć. W chwilach słabości trzymali ją za rękę i tulili. Te wszystkie gesty, ta świadomość, ta prawda pozwoliła jej w pełnym spokoju i godnie opuścić ten świat…
Miłość i troska aż do ostatniego tchnienia, to najpiękniejsze co możemy dać bliskim w tych ciężkich chwilach.

 

O lubieniu siebie

Gdy byliśmy mali, uczono nas, że lubienie siebie to egoizm. Uwierzyliśmy w te przekonania, a teraz w życiu dorosłym próbując rozwiązać nasze problemy słyszymy „musisz pokochać siebie”. To jakiś absurd myślimy. Nie wiem komu zależało, aby wgrać ludziom program, że każdy jest ważniejszy od nas samych, ale w większości przypadków się to udało. Jaki mamy efekt? Stoimy przed lustrem i nie lubimy siebie. Wszystko jest gorsze niż u innych – za duży brzuch, za potężne albo za chude uda, za duży nos, za małe piersi itd. Podążamy za wyimaginowanym światem stworzonym przez media nie dostrzegając własnych wartości i naturalnego piękna. Kochani, wgrajmy sobie nowy program „jestem CUDem”! Jestem dla siebie najważniejsza/y, najpiękniejsza/y, jestem indywidualną, niezastąpioną cząstką układanki zwanej Wszechświatem, kocham i akceptuję siebie taką/im jaką/im jestem.
Kochanie siebie to nie egoizm, to szacunek do samego siebie.??

 

Oczekiwania

Czym są oczekiwania i dlaczego pełnią bardzo istotną rolę w naszym życiu?
Zacznijmy od oczekiwań wobec nas. Ciągle ktoś od nas oczekuje: zrób, daj, idź, wyglądaj, bądź najlepszy, kochaj, kup itp. Przyznacie, że jest to bardzo uciążliwe. Niekiedy wykonujemy jakieś polecenie wbrew sobie, bo ktoś od nas tego oczekuje. Jak wygląda to w drugą stronę? Ano tak samo 😉 Oczekujemy księcia na białym koniu, że będzie nas „nosił na rękach”, oczekujemy, że ktoś będzie robił coś dla nas za darmo, że będzie nam poświęcał swój czas, zrezygnuje ze swoich marzeń dla naszych zachcianek….Oczekujemy, że pojedziemy na wymarzone wakacje i bez naszego najmniejszego wkładu będą one niepowtarzalne i cudowne… Oczekiwań mamy wszyscy bardzo wiele i wiecie co? Jak sobie je uświadomimy i nie oczekujemy, to życie staje się łatwiejsze. Jeżeli na coś nie czekamy, to nie mamy rozczarowań że się nam nie spełniło. Natomiast jeśli nas ktoś mile zaskoczy, zaaranżuje i zrobi dla nas coś fajnego czyż nie będzie to najpiękniejszym podarunkiem?
Zatem nie oczekujmy, będziemy szczęśliwsi 🙂

Ukoić ból rozstania

Każdy z nas przeżył w swoim życiu trudne lub bardzo trudne chwile. Niekiedy przychodzą one do nas znienacka ni stąd ni zowąd jak nagła burza, niekiedy jak czarne chmury nadciągają powoli. Każdy człowiek w inny sposób reaguje i przeżywa swoje dramaty, bo przecież każdy z nas jest inny, dlatego nigdy nie porównujmy wagi cierpienia. Każde cierpienie trzeba w odpowiedni sposób przeżyć, przeboleć, wypłakać, wygadać, by sobie w ten sposób ulżyć. Każde cierpienie jest ważne i trzeba podejść do niego z szacunkiem, bez względu na to czy to śmierć bliskiej osoby, czy to śmierć ukochanego czworonoga, czy rozstanie, utrata pracy itp. Za każdym razem pozwólmy sobie na smutek i żałobę w takim stopniu w jakim potrzebujemy. Nie musimy ulegać społecznym przekonaniom jak ma wyglądać nasza żałoba, zróbmy to po swojemu, to nasze cierpienie, które musimy odpowiednio przepracować, by któregoś dnia z niego wyjść i zacząć żyć na nowo, by znów wróciła radość życia, by znów móc kochać…
Nie bójmy się prosić o jakąkolwiek pomoc w tych ciężkich dla nas chwilach, to nic złego. Szukajmy dla siebie wsparcia u przyjaciół, psychologa, terapeuty, u każdego kto potrafi ukoić nasz ból.
#śmierć #strata #ból #cierpienie #terapia #terapienaturalne #jestescudemCUD #jestescudem

Krytyka

Jak świat stary, człowiek narażony jest na krytykę. Krytykować lubi każdy, przyjąć krytykę już gorzej. Ostatnio modne stało się określenie „konstruktywna krytyka” i taką ponoć łatwiej przyjąć, pod warunkiem, że faktycznie zmieni coś w życiu osoby skrytykowanej. A co w przypadku, gdy ktoś się pomyli lub nie do końca rozumie co krytykuje? Wówczas bardzo łatwo „podciąć komuś skrzydła” a nawet zniszczyć potencjał tej osoby. Dlaczego zatem krytykujemy? Z zazdrości? Z niezrozumienia? Może lepiej byłoby komuś doradzić niż „przywalić”? ….lepiej, nie znaczy prościej.
Krytykować lubimy wszystko: jak ktoś się ubrał, co powiedział, co napisał, co zrobił. W obecnej erze portali społecznościowych, najczęstszą formą krytyki są wypisywane komentarze i „wbijanie szpilek” tym, z którymi mamy odmienne zdanie. Po co?
Może pora zastanowić się – kogo ostatnio skrytykowałam/em i za co? Czy miałam/em faktycznie całkowitą rację? Pomogłam/em czy zaszkodziłam/em swoją krytyką? Czy można było inaczej przedstawić swój punkt myślenia? Czy mój punkt myślenia zawsze jest tym najlepszym?
A Wy jak sądzicie, powinniśmy się bronić przed krytyką czy przyjmować bez słowa? Powinniśmy krytykować?
#krytyka #zazdrość #podcięteskrzydła #konstruktywnakrytyka #terapia #jestescudemCUD

O strachu

Czym jest strach? Czego się boimy? Skąd bierze się strach?
Strach to jedna z podstawowych cech pierwotnych, mających swe źródło w instynkcie przetrwania. W dzisiejszych czasach nie musimy się już bać dzikiej zwierzyny, ale codzienność dostarcza nam sporo strachu w innych aspektach. Boimy się utraty źródła dochodu, niemożliwości spłaty kredytu, szefa, żony/męża, choroby…
Oprócz strachu „namacalnego” boimy się tego wszystkiego, co w trosce o nasze zdrowie „wgrali” nam przodkowie „ubierz się bo się przeziębisz”, „nie wychodź z mokrą głową bo cię zawieje”, „nie leż na ziemi bo złapiesz wilka”
Czy zdajemy sobie sprawę jak strach wpływa na nasze zdrowie?
Przykłady:
1. Nie powiem mamie, że nie chcę z nią co wieczór oglądać seriali, bo się na mnie obrazi…. A to że Twoje gardło się dławi niewypowiedzianymi słowami nie ma dla Ciebie znaczenia?
2. Boję się, że jak dziecko pójdzie do przedszkola, to znów zachoruje…. To jest Twój strach, nie programuj go w sobie ani w dziecku, Twoje myśli mają siłę sprawczą, a umysł słyszy „dziecko pójdzie do przedszkola i zachoruje” i spełnia te życzenia.
Straszą nas wszyscy a najbardziej media. Słuchając/czytając w kółko informacje o zanieczyszczonym środowisku i żywności nasz strach wyolbrzymia te szkodliwości jeszcze bardziej.
Oglądając reklamy o kichaniu, kaszleniu, smarkaniu boimy się choroby…
Kochani, nie dajmy się zastraszać, więcej odwagi a będziemy zdrowsi. Wsłuchajmy się we własną intuicję, ona wie co dla nas najlepsze.
#programy #strach #pokonaćstrach #zdrowie #terapia #jestescudemCUD #jestescudem

Dawka wewnętrznej refleksji

Postrzeganie własnego ciała… jakież stało się jedną z najistotniejszych praw naszego życia. Ma być chude, wyrzeźbione niczym ciało zawodowego sportowca, bądź modelki z billboardu, bez śladów jakichkolwiek zniszczeń – czytaj normalnego etapu każdego ciała, jakim jest starzenie się, bez cellulitu, bez fałdki, bez siwego włosa na głowie, bez chrostki na czole, z pewną warstwą pięknego makijażu na twarzy aby jednak zakryć to, co jest przecież takie niedopuszczalne. Zakryć nas samych.
Dlaczego tak bardzo skupiamy się na tym co na zewnątrz, dlaczego upiększamy ciało, włosy, likwidujemy zmarszczki, powiększamy usta, biust… a umyka nam jednak to co wewnątrz nas. To co najpiękniejsze. Nasza dusza również potrzebuje upiększania! (; Jest jednak pewna różnica… to nie wymaga nawet wkładu pieniężnego! Wystarczy chwila skupienia się na sobie, zrelaksowania, odpoczynku… odpuszczenia… sobie.
Tak sobie myślę,
jak to jest, że taka sarenka nie staje przy leśnym strumyku i przeglądając się w nim nie myśli jakie to ma grube nóżki, zwisający brzuch, jak to okropnie dzisiaj wygląda… i wczoraj… i przedwczoraj… albo ile kalorii dzisiaj zjadła i czy przypadkiem nie przekroczyła normy (; Przecież to zupełnie normalne, że na zimę trzeba trochę przybrać tłuszczyku, aby lepiej ją przetrwać a w cieplejsze pory roku dostarcza sobie więcej ruchu i tłuszczyk ot magicznie znika. (; Sarna… ba, każde zwierze wie do czego służy pokarm. Do przetrwania, do przeżycia, dlatego też traktuje go z należytym szacunkiem. Bo dzięki niemu czuje się dobrze, ma siłę na codzienne czynności. Zwierze wie ile musi zjeść żeby się najeść, nie przejada się, ale też przede wszystkim nie traktuje pożywiania jak wroga. Nie rozmyśla nad tym jaka to jest okropna, bo zjadła więcej niż je zawsze. Bo może jej organizm własnie tego potrzebował!
Dlaczego my – ludzie ciągle dręczymy swoje ciała katorżniczymi dietami, wyrzeczeniami, nakazami, zakazami, wyrzutami sumienia bo nie powinnam jeść tej pysznej czekoladki…
Czy to nie jest aby trochę tak, że zatraciliśmy tą naszą wewnętrzną naturę?
A jakby tak…? Przyjąć ten pokarm z wdzięcznością, poczuć jego smak zamiast tylko wpakować w siebie obiad bo przecież obowiązki czekają, zatrzymać się na chwilę, usiąść pod drzewem, w parku i zjeść tego pysznego loda z myślą „przyjmuję tylko to co dla mnie najlepsze”. Bo przecież jedna gałka lodów nikomu nie zaszkodziła. (;
Jakby tak zaakceptować swoje ciało z tym wszystkim co zostało nam dane. Pokochać je… Przytulić (; Podziękować, że ma szanse być. Być tu i teraz. Ma bardzo wiele możliwości, które często są przyćmiewane ciągłym podążaniem do czegoś. Na nic ciągłe nowe diety, wyrzeczenia, póki nie pokochamy samych siebie. Ale za to gdy już do tego dojdzie, gdy poświęcimy trochę uwagi na to, aby dostrzec czego tak na prawdę potrzebuje nasze ciało, umysł, dusza, gdy odpuścimy sobie, komuś z naszego otoczenia, a nasza uwaga naprowadzi nas na to, że jesteśmy częścią cudu, częścią natury która nas otacza… wtedy nastanie spokój. A także pojawią się nowe możliwości rozwoju. (; Zadanie na dziś. Znajdź w ciągu dnia 5 minut dla siebie. Usiądź wygodnie, wsłuchaj się w śpiew ptaków, a może w piękny koncert który zagrał deszcz. Powiedz:
-DZIĘKUJĘ, że jestem
-Jestem WDZIĘCZNY za to co mam
-PRZYJMUJĘ wszystko to, co jest najlepsze dla mojego najwyższego dobra
KOCHAM siebie
KOCHAM moje życie
KOCHAM to co mam.

O zachwycie

Spotykam ludzi, którzy są nieszczęśliwi. Każdy z nas boryka się z jakimiś problemami – niektóre są bardzo poważne, inne mniej, ale są i gniotą człowieka od wewnątrz. Mimo tego staramy się żyć w miarę normalnie, tylko czasami, zwłaszcza gdy jesteśmy sami, ten wewnętrzny „gniot” i niepokój daje o sobie znać. Zazwyczaj staramy się zagłuszyć te emocje telewizją, internetem itp. Tak sobie pomyślałam, a gdyby dać temu „gniotowi” coś pięknego? Obraz, zapach, piękna muzykę, sztukę, coś co nas zachwyci? Ktoś powie – mnie nic nie zachwyca, świat jest szary i nudny – NIEPRAWDA! Świat jest cudowny! I nie chodzi o to, żeby koniecznie wyjechać na egzotyczną wycieczkę, bo widzieliśmy piękne zdjęcia z tego miejsca i tam na pewno się zachwycimy. Chodzi o to, żeby zachwycać się codziennie, małymi rzeczami, takimi które są tuż obok nas, na wyciągnięcie dłoni. Wiosna to najpiękniejszy okres ze wszystkich pór roku. Po długiej zimie, nastają coraz to cieplejsze, dłuższe i słoneczne dni a cała przyroda z ogromną radością budzi się do życia. Każdy pączek na drzewie, każdy kwiatuszek, każde źdźbło, każdy robaczek woła do nas „życie jest piękne!”. Warto zatem zatrzymać się gdzieś na łonie przyrody i poobserwować: a to gałązki, które jeszcze prawie łyse ale już radosne lekko ruszają się na wietrze, a to pszczółka, która zatapia się w pyłkach pięknych kwiatów i ptaki cudnie śpiewające…
Pamiętam jak byłam dzieckiem, w naszym ogrodzie w budkach mieszkały kosy. Kosy pięknie śpiewają i mało tego, naśladują usłyszane dźwięki. Bawiłam się codziennie z naszymi ptakami – wymyślałam i gwizdałam kombinacje dźwięków a one mnie naśladowały, a może odpowiadały? Do dziś w ten sposób „rozmawiam” z kosami, polecam taką zabawę 🙂
W życiu chodzi o to, żeby umieć się zachwycać, bo zachwyt to lek, to plasterek z kojącym aloesem przyklejony do zranionej duszy. Fundując sobie codziennie takie plasterki, będziemy powoli wracać do pełnego szczęścia i zdrowia.
Ps. W ramach wymyślonej przeze mnie akcji „zdrowa dusza, zdrowa/y ja” będziemy w każdą niedzielę dodawać zdjęcia czegoś, co nas zachwyciło w danym tygodniu. Przyłączcie się do mojej akcji publikując zdjęcia z hashtagiem #zachwycamsię zaproście do akcji znajomych ?????

#zdrowaduszazdrowaja #niepokój #polarity #terapiaczaszkowokrzyżowa #craniosacral #kronikiakaszy #terapia #teraianaturalna #jestescudem #jestescudemCUD

Moc Wybaczania

O tym, że należy wybaczać wiemy, o tym, że niekiedy jest to bardzo trudne też wiadomo, ale czy wiemy jaką ogromną moc posiada wybaczenie?
Często rozmawiam z ludźmi, którzy żyją urazą lub nawet nienawiścią do osób, które je skrzywdziły. Te osoby zostały zranione, były ofiarami przemocy psychicznej bądź fizycznej i mają prawo czuć złość do tego co się wydarzyło, z tym, że trzeba ten rozdział zamknąć, aby móc iść dalej, żeby żyć w zdrowiu i w szczęściu.
Wybaczenie wyrządzonej krzywdy bywa niekiedy bardzo trudne, ludzie zadają mi pytanie „jak to mam mu/jej wybaczyć? Zadał/zadała mi taką ogromną ranę emocjonalną! I ja mam mu/jej ot tak wybaczyć?” Sekret wybaczania tkwi w tym, że WYBACZASZ SPRAWCY ALE UZDRAWIASZ SIEBIE. Jeśli nosisz w sobie złe emocje, to jak myślisz, komu one szkodzą? sprawcy czy Tobie? Jeżeli jesteś wolna/wolny od nienawiści, złości, urazy to komu robisz prezent, sobie czy sprawcy? Z myślą o sobie wybacz wszystkim, którzy Cię zranili, oni nawet nie muszą tego wiedzieć, poczuj to w sobie, zrób sobie prezent wolności i wewnętrznego szczęścia.
Pamiętaj o tym, że świat jest okrągły, to co puszczasz wraca do Ciebie, każda emocja – ta zła i ta dobra, więc niechaj wracają tylko te dobre 😉
Nie da się uzdrowić człowieka, jeżeli ten nosi w sobie urazę, nienawiść i złość.
Jeżeli zmagasz się z problemem zdrowotnym bądź emocjonalnym, zapraszamy do nas na terapię, pomożemy Ci uwolnić emocje i powrócić do zdrowia <3
#emocje #zdrowie #terapie #wybaczanie #jestescudem #szczescie

Jak zaczynasz swój dzień?

W dzisiejszych czasach trudno fajnie i na spokojnie zacząć dzień. Pęd życia budzi nas zazwyczaj trochę za wcześnie, otwieramy zaspane oczy i żyjemy automatycznie jak wczoraj, przedwczoraj…. Szybki prysznic, kawa, radio, internet i biegiem do pracy. Nie ma miejsca w tym pośpiechu na własne myśli. W drodze do pracy towarzyszy nam oczywiście radio a tam podprogowo mówią nam co mamy myśleć. W pracy to raczej mus myśleć o pracy, później biegiem zakupy, jakieś obowiązki w domu, wieczorem internet lub tv i koniec dnia.
A gdyby tak nastawić budzik kilka minut wcześniej i mieć czas pomyśleć? Podziękować Bogu, Stwórcy, Źródłu – jak kto woli i czuje za kolejny dzień naszego życia, za zdrowie, za wolność, za wszystko co dobre wokół nas. Zaplanować sobie dzień po swojemu, chwilkę poćwiczyć, pomedytować – co kto lubi. A potem wypić swoją ulubiona kawę czy herbatę na balkonie, słuchając symfonii ptaków. Tak, wiem, nie każdy może sobie na to na co dzień pozwolić, ale zróbmy tak chociaż w dni wolne od pracy. Nie zabijajmy swojej wolności myślenia. Mówią nam jak mamy żyć, nie dajmy sobie wcisnąć co mamy myśleć. #medytacje #cisza #myslećposwojemy #jakzaczynamdzień #terapie #jestescudem #jestescudemCUD

Co cieszy Cię w życiu

Dawniej często zastanawiałam się, dlaczego ktoś zachowuje się w taki czy inny sposób, dlaczego np. nie potrafi się cieszyć tym co ma, dążąc do czegoś perfekcyjnego, czegoś, co tak naprawdę chyba nie istnieje. Dzisiaj wiem, że każdy jest inny, każdy ma swój wyznacznik szczęścia i sposobu życia. Staram się to rozumieć i szanować, tylko wydaje mi się, że niektóre osoby biegnąc przez życie nie dostrzegają tego co mają.
Przykładowo: Ona piękna, On piękny, mają dobre posady, dzieci zdrowe, piękne, zdolne, dom/mieszkanie nowoczesne, mają samochody, środki, wszystko co do szczęścia potrzebne, ale szczęścia tam nie ma. Jest pogoń za kolejnymi rzeczami, w wolnym czasie porządki idealnego domu, gotowanie idealnych posiłków a potem zmęczenie i frustracja, złość, pretensje, licytacja kto ile zrobił… A przecież mają wszystko o czym marzyli, teraz wystarczy się tylko tym cieszyć.
Pamiętam ciotkę Wiktorię, siostrę mojej babci. Znałam ją jako staruszkę, która całe życie ciężko pracowała. W młodości podczas wojny umarł jej syn, drugi syn szybko „wyfrunął z gniazda”, trzeci syn żył swoim życiem. Ciotka razem z mężem żyli w skromnym domu i zajmowali się gospodarstwem. Ich dzień to praca przy zwierzętach i w polu od świtu do zmierzchu. Ciotka była szczęśliwym promykiem, nigdy nie narzekała na swój los, lubiła śpiewać, a rankiem zanim wydoiła krowy ćwiczyła, bo jak mówiła dzięki temu ma więcej energii na cały dzień 🙂 W jej oczach było tyle miłości, radości, spokoju, lubiłam przebywać w jej towarzystwie i niekiedy pomagałam jej z tym, czego już nie dawała rady ogarnąć.
Porównuję obecne czasy do tych dawnych i zastanawiam się, dlaczego niektórzy ludzie nie cieszą się z tego co mają, czy można im w jakiś sposób podpowiedzieć, że prawdziwe szczęście to dostrzeganie tego co mają, to zdrowie, wolność, brak ubóstwa, to piękny świat, rodzina, znajomi… Nie trzeba mieć tego wszystkiego perfekcyjnego, co wciskają nam reklamy. Jeśli nie potrafisz się cieszyć tym co masz, nie będziesz się cieszyć z tego co zdobędziesz, jeżeli nie jesteś szczęśliwy tutaj, nie będziesz szczęśliwy nigdzie indziej. Szczęście to tu i teraz, to dostrzeganie małych, pięknych rzeczy.
#szczęście #terapia #jestescudem #jestescudemCUD

Dziecko

Mówiąc słowo dziecko, nasza wyobraźnia podsuwa obraz rozkosznego niemowlaka, który patrzy nam głęboko w oczy i uśmiecha się. No tak, to maleńkie dziecko nie jest jeszcze zakodowane, nie zaprogramowane, żyje w krainie miłości – stąd nieograniczona radość na jego twarzy.
Rodzice/opiekunowie nieświadomie tresują małe dzieci, wgrywają im oprogramowania ziemskie, które wcześniej zostały i im wgrane. Małe dzieci mając dużą świadomość z jaką się rodzą, często się buntują na to wszystko, a my wtedy mówimy: „mała złośnica”, „uparciuch” itp. A gdyby tak z większą uważnością poobserwować te maleństwa? Pozwolić im wyrazić się po swojemu, rozwijać ich talenty w naturalny sposób i nie wpychać im do rąk krzyczących zabawek.
Ja wychowałam się na wsi, takiej prawdziwej jeszcze wsi, gdzie wokół mnie ganiało mnóstwo zwierząt hodowlanych. Rano biegałam po rosie i zjadałam nie myte owoce prosto z krzewów, w dzień pomagałam rodzicom w gospodarstwie, w wolnych chwilach siedziałam na drzewie a wieczorem piłam ciepłe mleko z pianką prosto od krowy i słuchałam rechoczących żab. Telewizję oglądało się sporadycznie, nikt wtedy jeszcze nie słyszał o internecie. Mieliśmy czas na to, żeby po dniu ciężkiej pracy porozmawiać wspólnie w kuchni, pośmiać się, pograć w karty, w warcaby albo w badmintona przy świetle księżyca i gwiazd. Sąsiedzi często wpadali bez zapowiedzi z krótką wizytą, nie trzeba było szykować uczty przez kilka dni, żeby móc z nimi porozmawiać…. To były czasy, czuć było miłość w rodzinie. W tamtych czasach tęskniliśmy za dobrobytem jaki mamy teraz – teraz np możemy wejść do dowolnego sklepu, kupić czekoladę i zjeść całą….wtedy takie rzeczy były nie do pomyślenia.
Nasi przodkowie a teraz my, mamy wgrane wiele programów, np taki, że chcemy dać dzieciom wszystko to co najlepsze, tylko dlaczego to są przede wszystkim rzeczy materialne? Czy obecnie dzieci są szczęśliwsze z całą stertą różnorakich zabawek niż te żyjące np za czasów PRL-u?
Kochani rodzice, dziadkowie, opiekunowie, pokażmy dziecku, kwiatki, motylki, żabki, pszczółki, kury, krowy na łące, ptaszki pięknie śpiewające, chmurki, tęczę, krople rosy, mrówki…., Pokażmy dzieciom piękny świat, a będą bogate w piękno, miłość i radość, nie będą mówić że świat jest szary i nudny, nie sposób się nudzić w tak pięknym świecie…..Pokazujmy dzieciom prawdziwe piękno, które jest tak blisko. Z własnego doświadczenia wiemy, że do wzbudzenia ciekawości przyrodą niewiele trzeba, a z tym każdy spacer nie jest zwykłą przechadzką a wielką przygodą pełną niesamowitych wrażeń. Każdy motylek to wyjątkowy okaz, który należy dokładnie obejrzeć, ilość zauważonych kotków zasługuje na dokładne policzenie, ze szczególną uwagą na ich umaszczenie, a ptasi śpiew to cudowny koncert <3
#dzieńdziecka #dzieci #szczęśliwedziecko #terapiedzieci #terapia #jestescudem #jestesCUDemCUD

O dostrzeganiu prawdy

Zastanawialiście się kiedyś, co dostrzegamy w otaczającym nas świecie? Najczęściej to, co podsuwa nam podświadomość. Zbadano, jak działa podświadomość i okazało się, że u przeciętnego człowieka decyduje ona za jego wybory, zachowanie i decyzje w 95%. Podświadomość to zakodowane przekonania, z jakimi stykamy się od urodzenia, dlatego media, politycy i religie tak bardzo usiłują „przekazać nam” jak najwięcej informacji… Dlatego między innymi sprzedaje się wszystko, co zostało fajnie zareklamowane. Ciężko przeciętnemu człowiekowi dostrzec piękno, dobro czy skuteczność czegoś, co nie zostało wkodowane w podświadomości. Podam przykład znaleziony w sieci: „W Waszyngtońskim metrze usiadł człowiek i zaczął grać na skrzypcach, zagrał 6 utworów Bacha. Osobą, która poświęciła skrzypkowi najwięcej uwagi, był 3-letni chłopczyk… Podczas 45 minut gry tylko 6 osób zatrzymało się na chwilę. Około 20 dało mu pieniądze, potem jednak odeszło, nie zwalniając kroku. Zebrał 32 dolary. Kiedy przestał grać i zapadła cisza, nikt tego nie zauważył. Nie było oklasków, ani żadnych słów uznania.
Nikt nie wiedział, że owym skrzypkiem był Joshua Bell, jeden z najbardziej utalentowanych muzyków świata. Zagrał właśnie kilka najtrudniejszych utworów, jakie kiedykolwiek zostały skomponowane, na skrzypcach wartych 3,5 milionów dolarów. Dwa dni wcześniej, wszystkie bilety na koncert Joshua Bell’a w Bostonie zostały wyprzedane. Średnia cena biletu wynosiła 100 dolarów. To jest prawdziwa historia. Joshua Bell, grający incognito na stacji metra, brał udział w eksperymencie społecznym zorganizowanym przez Washington Post. Eksperyment dotyczył percepcji, gustu i ludzkich priorytetów.”
I tutaj nasuwa się pytanie: pędzić za tym do czego przyzwyczaili się ludzie, czyli do reklamy i przedstawienia siebie w najbarwniejszych kolorach aby sprzedać swoje produkty/usługi, czy czekać na przebudzenie ludzkości? Człowiek przebudzony dostrzega świat o wiele głębiej, wyczuwa dobro i piękno, nie potrzebuje opinii z zewnątrz. Przebudzonym ludziom podpowiada nadświadomość (inaczej zwana intuicją). Aby być otwartym na nadświadomość, trzeba być na odpowiednim poziomie wysokich wibracji energii, a o tym napiszę następnym razem.
#nadświadomość #podświadomość #reklama #intuicja #dostrzecpiękno #wysokiewibracje #terapianaturalna #jestescudemCUD

To również przeminie

W książce „Otwierając drzwi swojego serca” Ajahna Brahma jest historia o pierścieniu władcy pt. „To również przeminie”. „Historia opowiada o młodym władcy, który objął tron, pomimo tego, że nie był wystarczająco dojrzały, by sprawować władzę. Kiedy w królestwie dobrze się działo, król wydawał przyjęcia i świętował. A ponieważ trwonił zbyt dużo pieniędzy i zbyt wiele czasu spędzał na zabawie, zamiast skupić się na rządzeniu państwem, okresy dobrobytu nie trwały zbyt długo. Kiedy tylko kraj przechodził kryzys społeczno-ekonomiczny, król wpadał w taką depresję, że zamykał się nadąsany w swojej komnacie i płakał, co oznaczało, że zaniedbuje swoje obowiązki podczas kryzysu. Królewscy ministrowie zdali sobie sprawę, że ich pan i władca nie pracuje, jak należy, a to prowadziło do kryzysu w państwie. Ale królowi się nie rozkazuje, jak ma postępować. Nawet ministrowie w rządzie Johna Howarda nie mogą mu rozkazywać. Muszą być przebiegli i mądrzy. Tak więc ministrowie zamiast rozkazywać swemu królowi, udali się do złotnika i poprosili o wykonanie pierścienia. Tym, co odróżniało pierścień od zwykłych obrączek, był napis znajdujący się po zewnętrznej stronie: „To również przeminie”. Podarowali wygrawerowany pierścień swojemu władcy, prosząc, by nosił go przy sobie przez cały czas. I tak też się stało. Podczas kryzysu władca spoglądał na napis „To również przeminie” i wiedział, że naturalną koleją rzeczy jest zmiana: ciemne chmury nad królestwem nie będą wisiały wiecznie i same miną. Wiedząc, że złe czasy odejdą w niepamięć, zyskał coś, co zwie się nadzieją. Czasem brakuje nam nadziei i żyjemy w poczuciu, że smutek nigdy nas nie opuści, że złamane serce nigdy się nie zagoi albo że nigdy nie znajdziecie odpowiedniego partnera. Sądzicie, że nigdy nie odzyskacie pieniędzy po krachu na giełdzie, że wasza drużyna nigdy nie zdobędzie pucharu. Kiedy jesteście zaprogramowani na NIGDY, wasze życie staje się beznadziejne. Będąc biernymi, nie tworzycie kammy. Jeśli jednak tli się w was nadzieja, zawsze znajdziecie coś, co można zrobić. Motywuje was to do działania, nawet podczas kryzysu. Wspominam o tej historii, ponieważ otrzymałem od kogoś zdjęcie, które zrobiono podczas zakończenia roku szkolnego na Uniwersytecie Virginia. Chyba wszyscy wiedzą, co się tam wydarzyło w kwietniu? Ja w tym czasie przebywałem w Londynie. W każdym razie około 39 osób zostało zastrzelonych w miasteczku uniwersyteckim. Znacie te śmieszne czapki, birety, które ubierają absolwenci? Na zdjęciu był biret, na którym widniał napis „To również przeminie”, ku pamięci bolesnych wydarzeń tamtego dnia, kiedy to doszło do największej masakry w historii USA. Nie wiem, czy autor napisu czytał moją książkę, ale z pewnością zrozumiał przesłanie. A jest to inspirujące przesłanie, ponieważ daje nadzieję i umożliwia odpuszczenie pewnych rzeczy. Więc „to również przeminie”. Oczywiście wiecie, kto tak naprawdę jest tym władcą? To ty. Twoje życie jest twoim królestwem, twoje ciało, rodzina, otoczenie. Kiedy opanowują nas negatywne emocje, zaczynamy się dąsać, zapominamy o tym, że to również przeminie. Ale kiedy przeżywacie pozytywne emocje, radość, inspirację, proszę, nie bierzcie tego za pewnik. Te emocje również muszą być docenione i pielęgnowane, w przeciwnym razie zbyt szybko umkną. Kiedy więc sprawy pomyślnie wam się układają, bądźcie uważni i nie traktujcie tego niedbale, mówiąc: „W porządku, wszystko mi się układa, zdrowy jestem, to co się będę gimnastykował? Jestem w świetnym związku, więc nie muszę już troszczyć się o partnera. Znalazłem świetne Stowarzyszenie Buddystów, więc nie muszę już dawać datków”. O takie rzeczy trzeba się troszczyć, inaczej wszystko się rozleci. „Jest mi dobrze, więc nie muszę więcej pracować nad swoim szczęściem”. Ostrożnie, wszystkie pozytywne emocje są bardzo kruche. Jeśli jesteś szczęśliwy – super – jeśli dobrze się czujesz, inspiruje cię dobro i hojność – jak się z tym czujesz? Pozytywne emocje są czymś wspaniałym, ale muszą być doskonalone. Skąd się biorą? A negatywne emocje? Kiedy jesteś szczęśliwy, skąd to się bierze? Ale jest też druga cześć historii, którą warto przemyśleć. Władca bowiem nosił pierścień cały czas, również w czasach dobrobytu. I o tym właśnie powinniśmy pamiętać, przeżywając szczęśliwe chwile: „To również przeminie”. I ponieważ król zdawał sobie sprawę, że chwile szczęśliwe są również bardzo ulotne, tak więc świętował, ale niezbyt często. Wiedział bowiem, że powinien ciężko pracować, by dobrobyt trwał jeszcze dłużej. I tak też się stało. Władca odnosił sukcesy i był kochanym królem, gdyż kryzysy trwały zazwyczaj krótko, a ludzie pamiętali długie okresy dobrobytu. Można zaobserwować rozwój pozytywnych emocji: to tak jak w filmach romantycznych. Wieki minęły, odkąd oglądałem taki film, ale jestem pewien, że niewiele się w tej materii zmieniło. Postacie nie zakochują się w sobie na początku filmu, by potem wziąć ślub, bo to dzieje się pod koniec filmu. Uczucia się nawarstwiają, ewoluują. Oglądając film, mamy przeczucie, że tych dwoje ludzi się spotka, a potem będą żyli długo i szczęśliwie, a wszystkie ich problemy same się rozwiążą. Przez półtorej godziny krąży ci po głowie ta myśl, kiedy więc się w końcu spotykają?? „No, nareszcie!” – wykrzykujesz przez łzy. „Jak cudnie!”. Dzieje się tak dlatego, że przez cały film kumulowały się w tobie emocje. Kiedy tylko zdasz sobie sprawę, skąd biorą się te pozytywne emocje, możesz pokierować ich rozwojem. Jedną z rzeczy, których uczę jest to, że negatywne emocje pochodzą z umysłu, który szuka dziury w całym. Dzieje się tak, kiedy zwracasz uwagę na to, co jest „nie tak” z innymi ludźmi, zauważasz swoje wady, wady innych ludzi, komentujesz, co jest nie tak z rządem i dlaczego świat schodzi na psy. To generuje mnóstwo negatywnych odczuć. Dlaczego nie korzystamy z umysłu, który jest pełen wdzięczności, który zwraca uwagę na piękno swoje i partnera… Kiedy jednak dostrzeżecie to, co dobre w tych ludziach, wytwarzacie pozytywne emocje, takie jak szacunek. Ilu z was szanuje swoich rodziców, partnerów, ludzi władzy? Dlaczego gardzimy systemem? Ponieważ w mediach kultywowane są negatywne emocje. W gazetach, w naszych rozmowach zawsze doszukujemy się dziury w całym. Nic dziwnego, że brakuje nam szacunku. Spytajcie ludzi z innych państw, co myślą o Australii. Mówią, że to piękny kraj, który jest dobrze zarządzany. Nie jest świetnie, ale z pewnością mogłoby być o wiele gorzej. Dlaczego więc gardzimy naszymi instytucjami? Skąd tyle negatywnych odczuć? Przez to mamy problemy w związkach. Dlaczego we współczesnych czasach ludzie mają tak wielki problem ze znalezieniem życiowego partnera, a potem z utrzymaniem związku? Dzieje się tak dlatego, że zawsze doszukują się wad w partnerze. Dlaczego ludzie mają niskie poczucie własnej wartości, czemu wpadają w depresję? Bo roztrząsają własne przywary: „Nie jestem wystarczająco dobry, ludzie są do kitu, moje życie to klapa” – uważajcie, ta ścieżka zaprowadzi was prosto do wielkiej depresji. Zamiast gromadzenia negatywnych emocji, dlaczego nie zacząć kultywować pozytywnych? Celowo przyjrzyjmy się swojemu partnerowi celem znalezienia czegoś, za co go kochamy, szanujemy i pomyślmy, dlaczego nam na nim zależy. Przyjrzyjmy się sobie, by wyszukać to, za co się kochamy i szanujemy. Popatrzmy na życie, co w nim jest takiego, na czym nam zależy, co nas w nim pasjonuje. Skupiając się właśnie na tym, przyczynimy się do wzrostu pozytywnych emocji w życiu…..”
Ajahn Brahm
#toteżprzeminie #terapianaturalna #jakporadzićsobiezdepresją #jesteśCUDem #torowniezprzeminie

O wyfruwaniu dzieci z gniazda

Jadąc kilka dni temu samochodem z moją dorosłą latoroślą, byłyśmy świadkami przepięknego wydarzenia. Otóż mijałyśmy gniazdo bocianie, z którego właśnie, prawdopodobnie po raz pierwszy wyfrunęło bocianie dziecko ? Na szczęście w tym miejscu był korek przed światłami, więc miałyśmy czas na dokładną obserwację. Bocianek przepięknie latał po bezchmurnym niebie delektując się wolnością, swobodą i otaczającym go pięknem. Latał ostrożnie, niezbyt daleko, szybując na rozpostartych skrzydłach. A co w tym czasie robili jego rodzice? Obserwowali lot dziecka z gniazda, robiąc przy tym wygibasy szczęścia 🙂 Po chwili, gdy bocianek pewny siebie odleciał dalej, rodzice podfrunęli kawałek, żeby „mieć go na oku”, a może tylko delektowali się widokiem pięknego lotu dziecka? Nie wiem, tak czy inaczej nie interweniowali.
Zachwycone tym pięknym wydarzeniem, stwierdziłyśmy, że tak właśnie powinno wyglądać u ludzi wypuszczanie latorośli z gniazda – nauczyć dziecko jak najwięcej i wypuścić w świat, żeby żyło i doświadczało po swojemu. Dziecko zawsze znajdzie drogę powrotną do gniazda, w którym było szczęśliwe w młodości… ?
#szczęście #szczęśliwydom #szczęśliwedziecko #domrodzinny #terapienaturalne #terapia #jestescudem #jestescudemCUD

O strachu

Czym jest strach? Czego się boimy? Skąd bierze się strach?
Strach to jedna z podstawowych cech pierwotnych, mających swe źródło w instynkcie przetrwania. W dzisiejszych czasach nie musimy się już bać dzikiej zwierzyny, ale codzienność dostarcza nam sporo strachu w innych aspektach. Boimy się utraty źródła dochodu, niemożliwości spłaty kredytu, szefa, żony/męża, choroby…
Oprócz strachu „namacalnego” boimy się tego wszystkiego, co w trosce o nasze zdrowie „wgrali” nam przodkowie „ubierz się bo się przeziębisz”, „nie wychodź z mokrą głową bo cię zawieje”, „nie leż na ziemi bo złapiesz wilka”
Czy zdajemy sobie sprawę jak strach wpływa na nasze zdrowie?
Przykłady:
1. Nie powiem mamie, że nie chcę z nią co wieczór oglądać seriali, bo się na mnie obrazi…. A to że Twoje gardło się dławi niewypowiedzianymi słowami nie ma dla Ciebie znaczenia?
2. Boję się, że jak dziecko pójdzie do przedszkola, to znów zachoruje…. To jest Twój strach, nie programuj go w sobie ani w dziecku, Twoje myśli mają siłę sprawczą, a umysł słyszy „dziecko pójdzie do przedszkola i zachoruje” i spełnia te życzenia.
Straszą nas wszyscy a najbardziej media. Słuchając/czytając w kółko informacje o zanieczyszczonym środowisku i żywności nasz strach wyolbrzymia te szkodliwości jeszcze bardziej.
Oglądając reklamy o kichaniu, kaszleniu, smarkaniu boimy się choroby…
Kochani, nie dajmy się zastraszać, więcej odwagi a będziemy zdrowsi.
Wsłuchajmy się we własną intuicję, ona wie co dla nas najlepsze.

#strach #lęki #programyrodowe #intuicja

Alkoholizm

Ostatnio czytałam komentarze pod pewnym nagraniem, w których ludzie sprzeczali się czy alkoholizm jest chorobą…hmm… Jeżeli uznamy, że cierpienie duszy jest chorobą, to odpowiedź na powyższe pytanie będzie brzmiało tak, to jest choroba. Zatem skąd wzięła się ta choroba? Jakiś wirus? Przecież coraz częściej dotyka nie tylko zwyczajnych ludzi ale i tych „na świeczniku”. O co chodzi? Dlaczego ludzie coraz częściej i więcej sięgają do kieliszka? Gilbert Renaut trafnie opisał problem z aspektu Totalnej Biologii -> Alkohol to ogień i woda, jeżeli ktoś żyje pomiędzy tymi dwoma żywiołami, ma predyspozycje do nadużywania trunków. Ogień i woda to mogą być nasi rodzice pomiędzy którymi się wychowujemy, to może być nasza rodzina którą stworzyliśmy, to niezgoda naszej duszy na to czym się otaczamy, z kim przebywamy, jaki zawód wykonujemy, to inaczej skrajne cechy. Przykładowo: Mężczyzna o dobrym sercu i łagodnym usposobieniu, po ślubie zamieszkał w domu teściów. Pomimo, że całe życie ciężko pracował nad pięknem tego domostwa, nigdy nie poczuł się jak u siebie. Nigdy nie powiedział otwarcie o tym co czuje. Mało tego, nikt z domowników nie akceptował jego zainteresowań, bo były dla nich niezrozumiałe. Po pracy, której też nie lubił, wracał do domu, wykonywał kolejne obowiązki i…. na poprawę humoru nalewał sobie kieliszeczek trunku. Pewnego dnia, wszyscy zorientowali się, że ten kieliszek jest już problemem.
Przykładów można napisać wiele, ale wszystkie będą mieć wspólny mianownik: ogień i woda.
Jak zatem rozwiązać problem? Nie jest to łatwe zadanie ale oczywiście do wykonania. Po pierwsze trzeba wzmocnić miłość do samego siebie, słuchać siebie, spełniać swoje a nie tylko czyjeś marzenia a przede wszystkim dotrzeć do źródła problemu – jak w każdej chorobie.

#wyjśćznałogu #alkoholizm #uzależnienia